Lady Chanel
 
PROLOG
Aneta (przyjaciółka): Przyjeżdżam za tydzień z niespodzianką 
Asia (moja siostrzenica): Z jaką niespodzianką? 
Aneta: Taką, którą trzeba będzie bardzo kochać, dbać o nią i dużo przytulać. 
Asia: Maaaaciek! Aneta z kotkiem przyjeżdża! Taaaak? 
Aneta: No... Tak. :) 


 
 
 
 
 
 
 
 
No i się zaczęło. 15 listopada przyjechały dziewczyny. Nawet tak to sobie w kalendarzu zapisałem. 
Chanel wtulała się w zakupiony dla niej śpiworek i bardzo się bała, udawała jednak twardzielkę i nie płakała. 
Ważyła nieco ponad kilogram i była puszystą kulką. 
Od razu zdobyła serca całej rodziny Dziś chyba nikt nie wyobraża sobie naszego domu bez niej. Wcześniej nawet nie rozważaliśmy zwierzaka w mieszkaniu, bo razem z Tatą i Siostrą mamy alergię na sierść. Chanel jest jednak reprezentantką jednej z dwóch kocich ras, które nie uczulają. Ten słodki futrzak od początku nauczył się jeździć ze mną na wózku (im szybciej tym lepiej).  Mój wózek to jednak nie tylko pendolino z łazienki do sypialni,  ale też ulubione miejsce odpoczynku Chanci. Często chcąc przesiąść się na bryczkę muszę najpierw delikatnie zdjąć "śpiącą królewnę". Mała uwielbia się  bawić, potrafi aportować i jest bardzo towarzyska. Jest przy mnie dosłownie wszędzie. W łazience, kuchni, salonie, sypialni jesteśmy zawsze razem. 
Często też rozmawiamy. Zakres dźwięku i różne tony znaczą np. chcę jeść, teraz glaskanko, czemu mi tego nie wolno, zostaw mnie, bo śpię. Uwierzcie ona potrafi miałcząc prosić, chwalić się i uroczo pyskować. 
Bez dwóch zdań Chancia to też najbardziej rozpieszczany członek rodziny, któremu wybacza się wszystkie psoty, bo jednym spojrzeniem potrafi rozbroić największą złość. Jej poprostu nie można nie kochać. Zresztą... sami zobaczcie.